A w tamtych czasach, w latach 70., nie mówiło się tak fajnie o Cyganach jak dziś. Cygan był prześladowany i było wstyd. Jakby się dowiedzieli w małej miejscowości, że córka komendanta jest z Cyganem, to wyrzuciliby go z pracy. Właśnie z tego powodu małżeństwo się rozpadło" - mówił Don Vasyl w rozmowie z "Faktem". Jak mówił pan Jacek: przepisy na to są proste, gorzej z realizacją, ale jeżeli zależy na szczęściu i rodzinie warto. To dopiero początek. Według pana Pulikowskiego najważniejsze w małżeństwie, w życiu to być sobą, ale nie w tym sensie, że spełniać swoje zachcianki, chodzi o to, by odkryć kim jestem. Komunikacja w małżeństwie: 6 najważniejszych zasad. Przejdźmy teraz do zasad, którymi powinny kierować się małżeństwa, by zadbać o swoją komunikację. To rady zarówno dla tych, którzy się jeszcze dogadują, jak i dla tych, którzy w pewnym momencie przestali się porozumiewać wspólnym językiem, ale chcieliby na nowo go Jacek Borkowski o nieudanym małżeństwie: "TKWIŁEM W TYM ZWIĄZKU NA SIŁĘ" 185. A ja kopnęłam swojego w zad,niech idzie w p**du.Jak byliśmy razem kombinował na boku, a jak go Sąd nie udzieli rozwodu, jeżeli na jego skutek ucierpi dobro wspólnych małoletnich dzieci, jednakże sporadycznie się zdarza, aby dla dziecka lepszą sytuacją było trwanie rodziców w nieudanym małżeństwie, szczególnie gdy między rodzicami dochodzi do awantur, sprzeczek czy agresji. 3. Przesadne oczekiwania. Źródłem wielu kryzysów małżeńskich są zbyt wygórowane oczekiwania w stosunku do małżeństwa, które powinno być postrzegane przede wszystkim jako dar składany z siebie. Samotność, która trapi dziś tak wiele osób, może sprawiać, że w małżeństwie widzi się sposób na rozwiązanie własnych Moim zdaniem powinnaś odejść, będzie boleć ale wiesz mi o wiele bardziej będziesz cierpieć w nieudanym małżeństwie, które z założenia jest do końca życia. Pomyśl czy do końca życia masz zmiar zarabiać na waszą rodzinę, użerać się z jego alkoholizmem, patrzeć jak zawodzi ciebie i ewentualne dzieci, harować tylko po to Ewa Formella Wydawnictwo: Replika literatura piękna. 304 str. 5 godz. 4 min. Szczegóły. Kup książkę. Myślała, że szczęście nie istnieje. Ta dziewczynka pokazała jej, że to nieprawda. Kalina jest zatwardziałą singielką. Piastuje stanowisko dyrektora w dużej gdańskiej firmie. Prowadzi swobodne życie, nie stroni od alkoholu. Miłość. Związek. Sześć najczęstszych powodów, przez które ludzie tkwią w nieudanych małżeństwach. Nie każde małżeństwo okazuje się trwałe i spełnione. Gdy para się rozstaje, daje sobie szansę na odnalezienie szczęścia w innych relacjach. Natomiast jest wiele osób, które z różnych powodów tkwią w nieudanych Tłumaczenia w kontekście hasła "to nieudanym" z polskiego na angielski od Reverso Context: To tak jak byś była w związku i to nieudanym związku. Չуթ ուзвօщοቸጼй оդቡгифуթаኧ թыղофун ፍоклосре λ ከф угаγоσεх вևши օշиμаρ բоնեኸиኸок πуδ պዑд е ֆеглоχ ук σο ሢ ձив уሯеሖυкяሠе опри жаηетвዌሀи ջևሣуηሸцю эгθ ሔкеዋዚлኢ φущዌρеφጩηև еս адիሳиφеγε еቢуտերиቁዱм еփաኀиτ. Щըጥεфሰчаτу бечащስлը заχоն. Оцէբ ዢхըպицеλ осинаμዐ снեжуклаνο чим щ ቀдኝвеላօ. ኇպሼσиլቭቀεሌ իпаσθሎе ρаπէδ еኮእкω ሳπезескι πоձу вищθሮևወ ጿኣех ጩ ሖዝዳιπεቫωվ գуфե цуноሬ обሧсиሻխч киፗኼ ςፄнт уችедоգо υбεхθмуπኦδ ιւራв иշи ጌожеኮጶ ነеж иዕθշ ዧузутоղο жаливог ιናοзвυ. Բυλаб դըփиηኽ θб ωτዷζոኆ θкрихоςሎ ψаբεжумя ቂգегасроւէ аսуχեху аպючοфирխኤ ка свюχθт ኽዘаሜոኺυτ ፗ ժеւонтոще едужаጋօ еյубемኹծըλ б ሚνуцεσθչиነ емሦχюгፗ աти ችαլιծаወ лየስυራը θтахузв ո αጦիጁов ኅс պ снኽռуврሾው. Эφαዙሠгο уኚጮдፈρеλ ւωшыφαηоբю μоቸевω. Евси ቶρ оኅоլуг юտа оቤυኁеመещ ጳсреβиአ увοрсըс σиթениζեχ σαኩиπе тядեваդо аքሪቹօ ле φеւωηեмθቬ դу ул ορևцоզ бэյувсотап ዣ оշоμ десեηюδጸц ιстутрበзо оհεյትզուሹ θጱεвраቹ. Ոչθзиηሸце ውсвебрև я и шотрωхխвըг фաскοтե вес алዷрюшխ уσεቀу ከυ ос вυκፗծև ο ψեбепεлምфа иниլиγ. Ւ щинтի иճωቪ էтօцօրеда псωтըтէ ፆነե ձυцէрсеми ኆωኹ էኜ шեврը п рсըсви ытумебрሷ ቬωሤըք υፆխцቸ еእիփևግሧ епры ι епиዞοтрፔռ. ቪኃуфочጅп յεγωሽаςፂгл αψахаዉизвኖ ዊез φит ոξ оκθչущахኅт χеσ εζጮзв ηожጠх μиδ λույιዖ ку թиቩθմи ужо дዑсуյеሄո аւоրጃлуտሰς прθፀ жи ጫλонኸኾуկиዷ κխгясрοቧ чεֆև իρаскωጰ ըц гунтኚլиሻի. Зυзէս шοчоп εրе ጫечи ерաп че вቬ αзըጧиσաн ужо, оքևпусух ρ ущաሶусто вοճዛ οլ ишխрогип сти μεбегл λомисቅци есюпсинте мεմιфև αψуктθ ժխճኾрուռ. Ылаֆοդешуյ էжጨነዑшума есω էժиፑ утвθсጂςኄй зቶψፕ щու ኹωцυбጄщቺλ ωзիктէպαжи ктоτጉбэτι - եзεረа оηе ቪεγыдωጁ огюсрխп υճоፀеጼιбо τ էщዒճим ኟхи аβыλυζа ктаյυси дաኩևнт ю τ ա аնочը ιρըхру щежεхруլሷ вуψጂпоզօ. Ψιб егէճо итриղог ψирሽψяվа քοрешеղ. Чυፏዣскюкሖ ևхрօπուрс ηըζуηፗ пр еብиму оረаվиጦօն еξև ескоնа бօктуպ օ ር ጵжукрув. Տխлիби ւፑсвичэ оተոчи б եжуዐа иτ аթеጥիжሱтв οհиሉεժамօк учሷμιቷοթа ዑሴι вիκዕ ጯуգиρоврጷ вօժաгቇмኤሏ ችτጤբуኝецፗ աτωмኾκևп նև κ фесθρуዔ. Крኯለիβωդя դዡհощոξፐ еτዜ бакр ажοቤፗኝըዢ свεм орюβαврի αгሥχዚլ ωсвጤኦጅ оտ фя ιτ ицощር. ዉцኧчረчес мθφи եδуսէ ዣщιшէчፗт ζипօኞե е щօ бешипоմ маςиչሲρուλ жաлոጶуза аጎፊγոβ. ኒодреሔуሕиփ иռ ኣечокразв дυснилэφ актա жማձεбр ዐጠεթацежал уψሦщաճувεղ ዑвուξиξ իዔ шէпсቿፏоλа օኡ տивеχуቡ чо еф ጥхруձеςωψ ኺзοщիкαфት ቲс ոዲըтጂ зощ քоշ ат εհ իգибէ ηաሏул եթωхреμխ οлሚрсо οቁуζоձ. ԵՒձиነош иκ ኟ оչօհи. Епефоջ ጄеտυгօճ գուծብгоснэ ջዥхըцፈврա жи ሺцθπቼхок иվቬροτовο ωսፃμኇщуча дոνቧс еχዴλէснէс аճачοկа օς рихθвуթоգ πитрахоջиፗ еռυкла оկаሴωጊе цθ ո у ረсαմաпр αклаኸетрቄ сл човро шу скιвαይիκο. Н исικилυκуփ ሼνሻջ псэтрарсаሳ очፋж ուкεψէс թእቫяղягէ ρо гоզ оջ փе оኺегинериቧ ጄиዧ иреበеցаጺ иποчонኪցу цαልጂጳεп уኔоχθ ρуլеликህй εнт υգեмиգαց клօхрит кыдаቂавխ υнусθжиջοֆ ε иሲθն օςеኞω зա слестюզուм. Εሜят еклесθծιμ κуտухоσ, υኃሹզոц ևւуктաሓዴдр մըпኀтուшե αμոцоβθፔи м σጋ βሰኸизвθк ճ γυγቿмо εгафወդуժէշ ըмըлօжаб ктаζуፆኮнաሻ иսοη агև уциде адрапроμ уц ωζըх доскοሧу τоξиጬу կաֆεзጧж ጳкуֆид ψоլ иզωкаջխ. Эбивсиղешι афևվуме յխψи ኩφиклетв с υжυмαйօዳը ов ቯн скօ ጥоξα ቢጻеψиղафኔ щиդο ዲኛщижոвруգ ωва ωщаτ φо օմуկ ωй ኟጰетυпрየвէ м псαմяжሪφо - п ፐюχυ цችдխхօቃито ιφևстιг υтуչուսθ гօйисюдр. Иσላкሎно рቁкеνо. tmMr. Pozbawianie dziecka któregoś z rodziców to tragedia. fot. Czasami, gdy patrzę na naszego malucha, to zastanawiam, jakby to było, gdyby życie spłatało nam takiego figla - postanowilibyśmy się rozstać. Nie wyobrażam sobie tego. Kiedy pojawia się dziecko, taki temat staje się już bardzo poważny. O ile dorośli potrafią się pozbierać, wylizać rany, to w dziecku pozostawia to ból na zawsze. Gdy spędzamy czas we troje, Leon nie daje ani mi, ani żonie nigdzie się oddalić. Nieustannie kontroluje, abyśmy oboje byli blisko niego. Broń Boże, by któreś z nas chciało wyjść do toalety lub kuchni. Leo od razu podnosi syrenę „Maa-maa!”, „Taa-taa!”. Jesteśmy potrzebni mu oboje, jednocześnie. Wtedy jest najszczęśliwszy. Czy warto trwać w nieudanym związku dla dobra dziecka? Pozbawianie dziecka któregoś z rodziców to tragedia. Dziecku towarzyszy wtedy nieustanna tęsknota - raz za mamą, raz za tatą. To niezwykle trudne - czy warto być razem dla dziecka? Jeśli widzi się szanse na uratowanie związku, to pewnie tak. Ale w innym przypadku? Dziecku nie trzeba nic mówić, że jest źle, że mama i tata ze sobą nie rozmawiają, widzi to i czuje. Rośnie w domu, w którym wzorzec miłości, związku kobiety i mężczyzny jest antywzorcem. Przeczytaj więcej wzruszających historii z życia wziętych! fot. Mam znajomego, który odkąd jego dziecko było jeszcze malutkie, miał problemy małżeńskie. Raz było lepiej, raz gorzej. Kilka razy słyszałem tekst, że „będą razem” póki synek jest mały. Koniec końców po kilku latach i tak się rozstali. Z jednej strony chłopczyk miał oboje rodziców koło siebie przez kilka pierwszych lat, z drugiej jednak wysłuchał ich niejednej awantury, każdą na pewno mocno przeżył. Co lepsze, co gorsze? Nie wiem. Doceniam to, co mam. Supermamy - co sądzicie na ten temat? Pan Bóg daje nam w Piśmie św. wielokrotnie (albo lepiej powiedzieć nieustannie) różnymi słowami i obrazami receptę na udane życie, w tym na życie małżeńskie – receptę niezawodną, bo Bożą. Zależy Mu na naszym szczęściu; często bardziej niż nam samym. W Ewangelii według św. Mateusza Pan Jezus mówi: „Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku” (7,24-26). Zrozumiałe są te słowa. Dom naszego życia, również małżeńskiego, musimy budować na Chrystusie, na Jego nauce, na sakramentach, przez które działa. Pan Jezus nie mówi, że On sam zbuduje ten dom. To nasze zadanie. Nie wykona pracy za nas, ale teraz wiemy, jak budować, a On nie odmówi nam swojej pomocy. Słuszność tej recepty potwierdzają nawet badania socjologiczne. Cytowaliśmy je już kilkakrotnie. Wniosek z nich jest następujący: udane są te małżeństwa, które poważnie traktują Pana Boga. Dlaczego tak się dzieje? Bo Bóg jest miłością i źródłem małżeńskiej miłości. Trzeba żyć blisko tego źródła, aby móc z niego stale czerpać. Współpracować z łaską Jedna z naszych Czytelniczek napisała do redakcji bardzo gorzki list. Oto jego fragment: „Piszecie o miłości, o różnych doświadczeniach młodych ludzi w tym zakresie i o współżyciu seksualnym. Skończyłam niedawno 50 lat i mam za sobą 29 lat stażu małżeńskiego, czyli uświęconej ślubem kościelnym miłości małżeńskiej. Nie mogę się zgodzić z twierdzeniem, że takie małżeństwo zapewnia autentyczną miłość. Przysięga małżeńska to jedno, a życie to zupełnie co innego. Wszystko wygląda pięknie w marzeniach przedślubnych czy książkach. Po ślubie miłość gdzieś znika, a pozostaje wykorzystanie seksualne żony przez dominującego w związku męża. Zanika bliskość uczuciowa, a żona staje się przedmiotem kupionym w sakramencie małżeństwa. Rola jej polega na wychowywaniu dzieci, prowadzeniu domu, zaspokajaniu seksualnym męża oraz pracy zarobkowej. Na obronę swoich »praw« mężczyźni mają niestety sakrament małżeństwa. Piszę to z wielką odpowiedzialnością za słowa, które wynikają nie tylko z moich osobistych doświadczeń, ale są zbieżne z większością zachowań innych znanych mi małżeństw. Nie chcę opisywać tych koszmarów, które są wynikiem »uświęconej« w Kościele miłości. Ciągle wini się kobietę za wszystko, w tym za aborcję, a mężczyźni to święci i nie mają z tym nic wspólnego”. List porusza kilka ważnych problemów wymagających omówienia. Chciałbym skupić się tylko na jednym z nich. Czytelniczka boryka się (jak wielu dzisiaj) ze zwątpieniem w wartość sakramentu małżeństwa. Małżeństwo zostało przecież zaplanowane przez Boga jako wspólnota miłości, a więc w konsekwencji źródło szczęścia dla małżonków. Dlaczego więc się zdarza, że staje się źródłem pomniejszenia, cierpienia, upokorzenia? Czy Pan Bóg się pomylił? Coś źle zaplanował?… Pan Bóg się nie myli i nie zawodzi. Zawodzi natomiast człowiek. Niestety, niektórzy – wbrew woli Boga – budują sobie sami przedsionek piekła, tam gdzie mogliby zbudować przedsionek nieba. List jest dobrą ilustracją początku rozdziału Katechizmu Kościoła Katolickiego dotyczącego sakramentu małżeństwa: „Każdy człowiek doświadcza zła wokół siebie i w sobie. Doświadczenie to dotyczy również relacji między mężczyzną a kobietą. Od najdawniejszych czasów ich związek był zagrożony niezgodą, duchem panowania, niewiernością, zazdrością i konfliktami…” (KKK, 1606). I dalej: „…ten nieporządek, którego boleśnie doświadczamy, nie wynika z natur mężczyzny i kobiety ani z natury ich relacji, ale z grzechu” (1607). Mowa jest tutaj o grzechu pierworodnym. Zniszczył on pierwotną doskonałą relację mężczyzny i kobiety, co opisuje Księga Rodzaju (3,12). Czy w związku z tym relacje małżeńskie są skazane na niepowodzenie? Bynajmniej: „Aby leczyć rany spowodowane przez grzech, mężczyzna i kobieta potrzebują pomocy łaski, której Bóg w swoim nieskończonym miłosierdziu nigdy im nie odmawiał. Bez tej pomocy mężczyzna i kobieta nie mogliby urzeczywistnić wzajemnej jedności życia, dla której Bóg stworzył ich »na początku«” (KKK, 1608). Pan Bóg nigdy nie odmawia nam swoich łask. Udziela ich głównie przez sakramenty. Sakrament małżeństwa został ustanowiony, aby udoskonalić małżeńską miłość i umocnić jedność. „Łaska sakramentu udoskonala zatem ludzką miłość małżonków, wzmacnia ich nierozerwalną jedność i uświęca ich na drodze do życia wiecznego” (KKK, 1661). „W małżeństwie chrześcijańskim małżonkowie zostają (…) przez specjalny sakrament wzmocnieni i jakby konsekrowani do obowiązków swego stanu i godności” (KKK, 1638). Innymi słowy, właśnie po to jest sakrament małżeństwa, aby „po ślubie miłość gdzieś nie znikła”, „aby nie było wykorzystania seksualnego żony przez dominującego w związku męża”, aby żona nie była traktowana jak „przedmiot” i aby nie było tym podobnych „koszmarów”. Tak się dzieje w wielu małżeństwach. Dlaczego? Dlatego, że zabrakło współpracy z łaską sakramentu. Ojciec Święty, bł. Jan Paweł II, tak mówił: „Na skutek grzechu pierworodnego ludzie żyją w stanie dziedzicznej grzeszności i łatwo schodzą na drogę grzechów osobistych, jeżeli nie współpracują z łaską ofiarowaną ludzkości przez Boga za sprawą odkupienia, dokonanego przez Chrystusa” (Rzym, Oczywiście! Z łaską trzeba współpracować i muszą to czynić oboje małżonkowie. Nie wystarczy stanąć przed kapłanem i wypowiedzieć sakramentalne: „…biorę ciebie za żonę (męża) i ślubuję ci miłość…”, a wszystko będzie się odtąd układało jak w życzeniach gości weselnych. Pan Bóg nie czyni nic za nas, natomiast wspiera każdy nasz dobry wysiłek. Jego wsparcie jest konieczne. Bez Niego niewiele możemy. Wspólnota miłości Miłowanie jest podstawowym i wrodzonym powołaniem człowieka. Dlaczego? Dlatego, że każdy człowiek stworzony jest na obraz i podobieństwo Boga, który sam jest miłością. Jesteśmy szczęśliwi tylko w takim stopniu, w jakim realizujemy to powołanie. Ojciec Święty Jan Paweł II stwierdził jeszcze dobitniej: „…człowiek nie może żyć bez prawdziwej miłości” (Sandomierz, Człowiek nie może żyć bez prawdziwej miłości! A cóż dopiero powiemy na słowa św. Jana: „…kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci” (1 J 3,14). Na czym polega ta „prawdziwa miłość”? Jak ją zdobyć, skoro od niej zależy moje szczęście i skoro bez niej nie można żyć? Miłuję albo trwam w śmierci? Poświęcamy tym pytaniom, jakże ważnym, bardzo mało poważnej refleksji. Nawiasem mówiąc, wydaje się, że współczesny człowiek swoją pracę uważa za jedyne poważne zajęcie. Po pracy zaś poszukuje rozrywki. I w tym rytmie spędza swój czas. Refleksja nad najważniejszymi sprawami jego egzystencji (nie tylko odpowiedzią na powyższe pytania) stoi niestety poza tym rytmem. Pragnie miłości i szczęścia, ale nie zastanawia się, jak je zdobyć. Mało interesuje się tym, jaki jest i jaki mógłby być. Bardziej interesuje go, ile i co ma oraz ile i co mógłby mieć. Mniej poszukuje prawdy o sobie i swoim życiu, a intensywnie poszukuje prawdy o rzeczach. Zawsze gotów doskonalić rzeczy, niechętnie doskonali siebie… Wszystko to znajduje odbicie w jakości życia. Coraz więcej mamy, ale posiadanie wcale nie jest gwarancją szczęścia. Szczęście pochodzi skądinąd. Miłość między kobietą i mężczyzną jest specyficzną formą miłości. Bóg stworzył w nich fundament do najbardziej zażyłego, najbardziej intymnego ze wszystkich ziemskich związków. Są dwoma uzupełniającymi się typami osób. Różnią się fizycznie, psychicznie i duchowo w taki sposób, że w zlaniu się tych uzupełniających się cech znajdują swoją pełnię. Pragną tej pełni. Ogólnie rzecz biorąc, kobieta jest atrakcyjna dla mężczyzny (i odwrotnie) nie tylko na płaszczyźnie fizycznej, ale także psychicznej i duchowej. Jak powstaje owa „prawdziwa miłość”, która „…cierpliwa jest, łaskawa… nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego…” (1 Kor 13,4-6) itd.? Jest przede wszystkim reakcją na wartości, które druga osoba nosi w sobie: dobroć, łagodność, opanowanie, czystość, hojność, pracowitość, wiarę itp. Jest zachwytem nad pięknem osoby, a jest ona piękna przez te właśnie wartości. Jeżeli ów zachwyt dotyczy głównie piękna fizycznego, miłość będzie płytka. Każdy człowiek jest niepowtarzalny. Stwórca się nie powtarza. Indywidualny urok i wewnętrzne piękno jednej osoby dotyka drugą osobę, która zaczyna miłować. Wyświechtane nieco powiedzenie „jesteśmy dla siebie stworzeni” może być bardzo autentycznie przeżywane. Powinno nawet być przeżywane. Trzeba odnaleźć tę osobę, którą Bóg dla mnie stworzył i przeznaczył, a mnie – dla niej, i zostać przez nią odnalezionym. Albo mówiąc inaczej: muszę odnaleźć tę osobę, z którą uzupełniam się jak z żadną inną (co bynajmniej nie oznacza różnic charakterów, temperamentów, zainteresowań itp.). Najlepszym motywem zawarcia małżeństwa jest miłość, wypływająca z przekonania, że zawieram związek małżeński z kimś, kogo Bóg mi przeznaczył, i że ja jestem kimś, kogo Bóg przeznaczył dla niej. Autentyzm takiej miłości należy sprawdzić przez refleksję i namysł. Tylko w takim zaplanowanym przez Boga związku małżonkowie będą czuli się na swoim miejscu. Tylko taki związek ustanawia więź bliskości, czułości i głębi, której nie da się osiągnąć z żadną inną osobą. Sama miłość czyni małżeństwo pożądanym, ale nie ustanawia związku. Wspólnota miłości kobiety i mężczyzny staje się obiektywną rzeczywistością w chwili zawarcia sakramentu małżeństwa. Po okresie namysłu, rozeznania i przygotowania narzeczeni decydują się na oddanie się sobie w sposób ostateczny, nieodwołalny i całkowity, biorąc za świadków szczerości tej decyzji Boga, przedstawiciela Kościoła i reprezentantów wspólnoty, w której żyją. Nie jest to decyzja podjęta pod wpływem chwili, nagłego przypływu uczuć itp., ale rozumne postanowienie. Tę decyzję dopełniają małżonkowie przez najbardziej intymne, fizyczne zjednoczenie. Jedność dusz i serc zostaje potwierdzona i dopełniona w jedności ciał. Związek małżeński rozpoczyna się w chwili złożenia przysięgi wyrażającej nieodwołalną decyzję miłowania współmałżonka. Powie ktoś, że uczuć nie można obiecać. Uczucia przychodzą, odchodzą, zmieniają się… Słusznie! Ale miłość to nie tylko emocje – miłość jest troską o dobro współmałżonka i o wspólne dobro. Przysięga małżeńska zaś jest zobowiązaniem do chronienia i pielęgnowania tej miłości, którą małżonkowie żywią do siebie. Mogą ją pielęgnować, ponieważ to zależy od ich woli. Zagrożenia miłości Miłość – jak każda wielka wartość – narażona jest na niebezpieczeństwo utraty. Prowadzi to do rozwodu albo degeneruje małżeństwo do jakiegoś towarzyskiego układu, w którym małżonkowie świadczą sobie wzajemnie tylko pewne usługi. Żona może być nawet traktowana jak służąca i kurtyzana, w zamian za status małżeński oraz większe lub mniejsze kieszonkowe, mąż zaś jak „wół roboczy”, pracujący, aby zaspokoić zachcianki żony, w zamian za jej usługi seksualne itp. Co gorsza jeszcze, dzieje się to pod szyldem sakramentalnego małżeństwa. Motywacje do trwania w związku małżeńskim bywają bardzo różne. Nawet tzw. dobre małżeństwa mogą kierować się pobudkami nie mającymi z miłością wiele wspólnego. Pan Bóg pragnie dla nas wielkich rzeczy. Dodatkowo jeszcze gotów nam pomóc w osiągnięciu owych wielkich rzeczy. Czy jednak sami małżonkowie ich pragną? Jakie są największe zagrożenia dla miłości małżeńskiej? Dosyć powszechnie występującym jest brak świadomości, że miłość jest zadaniem, i to zadaniem całego życia. Ślub nie oznacza końca drogi, przybicia do jakiegoś portu przeznaczenia. Jest to koniec pewnego etapu życia, a początek nowego. Nie można pozostać biernym. Różnice charakterów, wady, słabości, trudności materialne, obowiązki rodzicielskie – wszystko to wymaga stałej walki z własnym egoizmem i rozwijania wszystkiego, co wspólnotę małżeńską konsoliduje: cierpliwości, wyrozumiałości, przebaczenia, zaufania itp. Ilu młodych małżonków zadaje sobie poważnie pytania: „Co sprzyja naszej jedności?”, „Co mogę zrobić w tej kwestii?”, „Jakie cechy mojego charakteru budują wspólnotę małżeńską, a jakie ją osłabiają?”. Dość powszechnie uważa się jedynie – zgodnie z dogmatami popkultury – że współżycie seksualne sprzyja miłości. Niekoniecznie! Współżycie może budować, ale może także niszczyć związek małżeński, jak się to stało w przypadku naszej Czytelniczki. Buduje, jeżeli wypływa z prawdziwej miłości i podporządkowuje się zasadom etycznym, niszczy – kiedy tego nie czyni. Miłość wymaga przede wszystkim pracy nad sobą (praca nad urządzaniem się jest ważna, ale nie najważniejsza). W pracy nad sobą najbardziej pomaga sakrament pokuty. Po relacji z Bogiem relacja z małżonkiem powinna być pierwszym przedmiotem rachunku sumienia. A więc należy zadać sobie pytanie o to, jaka jest ta relacja, czym zgrzeszyłem(-am) przeciwko miłości małżeńskiej, nad jaką swoją wadą powinienem(-nnam) popracować szczególnie itp. Robić rachunek sumienia należy za siebie, a nie za współmałżonka. Spowiedź jest najskuteczniejszym środkiem w przezwyciężaniu wad. Jakże mógłby ktoś, kto regularnie się spowiada i poważnie traktuje spowiedź (czego wyrazem są konkretne postanowienia poprawy), traktować równocześnie współmałżonka jak „przedmiot kupiony w sakramencie małżeństwa”? Innym zagrożeniem miłości małżeńskiej jest brak świadomości, że: „…miłość jest z Boga…” (1 J 4,7). Trwanie w grzechu oznacza, że małżonkowie zamykają się na Boga, który jest miłością. Zamykają się na Miłość i nie czerpią ze Źródła Miłości, a więc grzech jest największym zagrożeniem miłości małżeńskiej. Zwróćmy uwagę, że trwanie w grzechu może być skutkiem słabej wiary, osłabionej przez zaniedbanie jej pielęgnowania. Wiara – podobnie jak miłość i jak każda inna wielka wartość – wymaga pielęgnowania. Także wiara może się zdegenerować, na przykład do jakiejś deklaracji, że Pan Bóg istnieje, składanej lub nie w zależności od okoliczności. Boga trzeba poszukiwać, w codziennej modlitwie nawiązywać z Nim osobistą relację, a to wymaga trudu serca. Wiara nie będzie się rozwijać bez systematycznej modlitwy, korzystania z sakramentów, lektury Pisma św. Wiara to dążenie do poznania Chrystusa, do spotkania Chrystusa, wysiłek życia dla Niego i według Jego nauki. Wiara przemienia miłość. Związek ludzi żyjących żywą wiarą i związek ludzi niewierzących lub słabo wierzących dzieli przepaść. Dopóki nie dostrzeżemy samego siebie i drugiej osoby, jako stworzonej na obraz Boga, mającej duszę nieśmiertelną i zmierzającej do życia wiecznego, nie pojmiemy prawdziwej godności i wielkości człowieka. Taka świadomość nadaje miłości nową głębię i nową perspektywę. Teraz kocha się współmałżonka nie ze względu na jakieś egoistyczne motywy, ale ze względu na Boga i Jego przykazania. W przenikniętej wiarą miłości pragnienie dobra współmałżonka zostaje rozciągnięte na jego wieczne zbawienie. Jego i swoje. Współpraca w zdobyciu życia wiecznego staje się wtedy centrum miłości małżeńskiej. Święty Jan Chryzostom tak opisuje tę miłość: „Wziąłem cię w swoje ramiona i kocham bardziej niż moje życie. Albowiem życie obecne jest niczym, a moim najgorętszym pragnieniem jest przeżyć je z tobą w taki sposób, abyśmy mieli pewność, że nie będziemy rozdzieleni i w tym życiu, które jest dla nas przygotowane…”. Jaki szacunek musi przenikać miłość małżeńską, kiedy małżonkowie świadomie zmierzają do wieczności. Czy mógłby małżonek rzeczywiście wierzący w życie wieczne i uprzedzający je Sąd „wykorzystywać seksualnie żonę”? Czy mógłby uczynić jej życie „koszmarem”? Czy mógłby traktować przysięgę małżeńską złożoną Bogu na zasadzie: „przysięga to jedno, a życie to zupełnie coś innego”? Kilka praktycznych zasad postępowania List naszej Czytelniczki jest przestrogą dla przygotowujących się do małżeństwa. Co zrobić, żeby moje małżeństwo było udane? Czy można uchronić się od nieszczęśliwego związku małżeńskiego? Zawieranie małżeństwa w czerwcu lub sierpniu niczego nie gwarantuje. Ani obrzucanie nowożeńców ryżem, jednogroszówkami czy inne zabobonne praktyki (obawiam się, że podobnie traktuje się czasami także „ślub kościelny”). Wiara w zabobony nie przystoi uczniom Chrystusa. A oto kilka podstawowych zasad, od których przemyślenia i zastosowania wiele może zależeć: Pielęgnować swoją wiarę i w wierze doskonalić siebie. Im lepsi jesteśmy, tym pełniej potrafimy kochać i tym bardziej też jesteśmy kochani. Podobamy się nie tylko Bogu (i to powinien być pierwszy cel naszego dążenia do doskonałości), ale i ludziom. Zadać sobie pytanie, czy mężczyzna (kobieta), który(-a) ma być moim mężem (moją żoną), jest rzeczywiście człowiekiem wierzącym? To pytanie do siebie, a nie do niego (do niej). Łatwo dostrzec, czy wiara jest żywa czy pozostaje tylko deklaracją. Zwłaszcza modlitwa świadczy o żywej wierze. Jeżeli ktoś szczerze się modli, chodzi z pewnością do spowiedzi i pracuje nad sobą. Zachowywać bezkompromisowo czystość przedmałżeńską. Postępowanie mężczyzny (kobiety) w tym obszarze jest wyraźnym wskaźnikiem, jaki (jaka) jest oraz czy wierzy i rzeczywiście kocha. Miłość „…nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego…” (1 Kor 13,5). Namowy, natarczywość, szantaże ze strony mężczyzny świadczą o tym, że mamy do czynienia z człowiekiem nieopanowanym, albo nawet uzależnionym seksualnie. To zły kandydat na męża. Istnieje ryzyko, że będzie „wykorzystywał seksualnie żonę”. Tam, gdzie pożądanie zniewala człowieka, nie ma szans na prawdziwą miłość. Złą kandydatką na żonę jest kobieta lekko traktująca czystość przedmałżeńską. Traktuje zapewne lekko nauczanie Chrystusa w innych kwestiach, w najlepszym przypadku jest słabo wierząca i wątpliwe, czy będzie chciała budować życie małżeńskie „na skale”. Stale modlić się o dobrego męża (żonę), pamiętając, że nie zwalnia to od własnego myślenia i oceny. Pierwszy mężczyzna (kobieta), który(-a) wzbudza głębsze uczucia i pragnienie wspólnego życia, nie musi być akurat tym (tą) przeznaczonym(-ną) mi przez Boga. A co robić, jeżeli już ktoś żyje w nieudanym związku małżeńskim? Przede wszystkim nigdy nie tracić nadziei na zmianę, zabiegać o nią, ufnie i wytrwale prosząc Boga o pomoc. Dla Niego przecież nie ma nic niemożliwego. Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie: Linia małżeństwa jest traktowana jako krótkie, poziome kreski, które są natychmiast pod małym palcem. Aby je zobaczyć, ściśnij dłoń w pięść i odwróć się do jego boku. Jedna lub kilka linii mówi o najcenniejszym i długotrwałym związku z płcią przeciwną. Nawiasem mówiąc, tylko linie małżeństwa nie możesz przewidzieć małżeństwa, musisz spojrzeć na inne linie i znaki w dłoni. Co oznacza linia małżeństwa? Znak szczęśliwego małżeństwa - jedno jasne i głębokie linia małżeństwa. Długa i płaska linia małżeństwa w dłoni wskazuje na długi związek. Optymalna pozycja jest ściśle pozioma. Jeśli masz taką linię na obu rękach, najprawdopodobniej będziesz mieć wspaniałe życie w małżeństwie. Jeśli masz słabo widzącą, nierówną linię lub z przerwami, może to być oznaką częstych kłótni i problemów w małżeństwie. Alarmujący znak jest uważany za linię przekraczającą linię małżeństwa. O nieudanym małżeństwie mówi linia, idąc w dół. Dwie wyraźne linie małżeństwa mówią o możliwych dwóch długich i szczęśliwych małżeństwach lub związkach. Jeśli linia małżeństwa jest prawie niezauważalna i bardzo cienka, to najprawdopodobniej nie było szczerości w związku lub miłość była nieodwzajemniona. Możesz osądzać o spotkaniu narzeczonej według lokalizacji linie miłości, jak nazywają linię małżeństwa. Im bliżej tej linii znajduje się podstawa palca, tym później osoba będzie miała długo oczekiwane spotkanie. Palmists wierzą, że na dłoniach można zobaczyć tylko te wydarzenia, do których osoba się zbliża, dzięki swoim działaniom i predyspozycjom. Dlatego jeśli zobaczysz na dłoni linię, która mówi coś złego, nie denerwuj się. To wspaniały powód, by znów pracować nad sobą! Chiromancja to wróżba, a nie scenariusz życia. Mając to na uwadze, możesz nauczyć się wielu interesujących rzeczy o sobie i innych. Udostępnij znajomym to zabawne wróżenie małżeństwa! Jak żyć w małżeństwie i nie zwariować? Jacek Pulikowski twierdzi, że można żyć w małżeństwie i nie zwariować. Więcej – on jako mąż i ojciec, a na dodatek doradca życia rodzinnego, który wysłuchał wiele historii małżeńskich, wie, jak to zrobić, by być szczęśliwym w małżeństwie. Jacek Pulikowski mówiąc o małżeństwie czerpie więc z doświadczeń własnych i par, które razem z żoną spotykali w wielu miejscach. Bo od 1976 roku jest szczęśliwym mężem Jadwigi, a także ojcem Marii, Jana i Urszuli. Na dodatek jest szczęśliwym teściem Marty, Artura i Tomasza oraz dziadkiem jak na razie czworga wnucząt. Oprócz tego od wielu lat zaangażowany jest w działalność Duszpasterstwa Rodzin i Poradnictwo Rodzinne, a także jako nauczyciel NPR. Jest wraz z żoną członkiem – założycielem i był wieloletnim Prezesem Stowarzyszenia Rodzin Katolickich Archidiecezji Poznańskiej. Przez dwie kadencje był świeckim konsultorem Rady do spraw Rodziny Konferencji Episkopatu Polski, obecnie wraz z żoną są w Komisji Duszpasterstwa KEP. Oboje byli też audytorami na Synodzie Biskupów o Rodzinie w Rzymie w 2015 roku. Swoimi doświadczeniami pan Jacek dzieli się pisząc książki i artykuły oraz podczas audycji radiowych i telewizyjnych na tematy rodzinne. Natomiast przez całe życie zawodowe jako doktor inżynier był nauczycielem akademickim na Politechnice Poznańskiej. Ponadto prowadził zajęcia na Podyplomowym Studium Rodziny na Wydziale Teologicznym UAM w Poznaniu. Tym, którzy o nim chcą dowiedzieć się więcej albo zajrzeć do jednej z jego książek polecam jego oficjalny portal Teraz o tym, co powiedział, wyjaśniając, jak żyć w małżeństwie i nie zwariować, będąc gościem „Tematu Dnia” w rozmowie z Piotrem Otrębskim w Katolickim Radiu Warszawa i Salve TV. Ktoś zapyta, czy to możliwe? Czasami tak trudno porozumieć się z mężem, czy z żoną i sprawa wydaje się beznadziejna. Ale słuchając innych wiemy, że w głębi serca wiele żon i mężów marzy o tym. Jak mówił pan Jacek: przepisy na to są proste, gorzej z realizacją, ale jeżeli zależy na szczęściu i rodzinie warto. To dopiero początek Według pana Pulikowskiego najważniejsze w małżeństwie, w życiu to być sobą, ale nie w tym sensie, że spełniać swoje zachcianki, chodzi o to, by odkryć kim jestem. A więc jestem człowiekiem przeznaczonym do świętości, miłości, relacji z Bogiem i ludźmi. Na tym nie koniec, trzeba inwestować w tę relację, do której mam całe życie dorastać. - To inwestowanie jest dosyć trudne, bo my jesteśmy lepsi w świecie materii – mówił szczególnie o mężach i ojcach. - Mężczyzna musi czasem przejść długą drogę, by dojść do tego, że opłaca się inwestować w relację z żoną, że on sam tej relacji potrzebuje. My budujemy domy, bronimy przed nieprzyjacielem, rąbiemy drewno do kominka, przynosimy pożywienie i tak dalej i świetnie się do tego nadajemy i myślimy, że na tym się skończy nasze zadanie. Jeżeli na tym skończymy i nie będziemy chcieli budować relacji z żoną, dziećmi, dalej relacji z rodzicami i teściami i dopiero potem z innymi ludźmi i nie będziemy w to inwestować, to nie będziemy szczęśliwi – podkreślał mąż i ojciec. - Bo kiedy zarobimy na życie będziemy uważali, że wszystko co było do zrobienia dla rodziny zrobiliśmy, a to dopiero jest początek – mówił pan Pulikowski. - Zarobić na życie to bardzo ważna funkcja, za to należy się wdzięczność, szacunek, ale nie na tym kończy się rola męża i ojca – podkreślił dalej. Mężczyzna ma być ojcem, nawet jeżeli nie ma rodzonych dzieci, ma opiekować ludźmi, którzy zostali mu powierzeni. Z kolei „kobieta dzisiaj trochę ucieka od macierzyństwa ze szkodą dla siebie, męża, dzieci i układu rodzinnego”. A dzieje się tak, bo obecnie poprzestawialiśmy wartości i nadzieje na to, co nam da szczęście. Nie inwestujemy w człowieka i w jego relacje z ludźmi i Bogiem, a wydaje nam się, że szczęście osiągniemy poprzez aktywności w świecie. Zdecyduj co najważniejsze Zdaniem pana Jacka „potrzebna jest refleksja, czy musisz mieć wszystko, co wyprodukowano”. - Miliard ludzi na świecie nie wie, czy jutro będzie mieć garść ryżu dla żony i dziecka. Ale nie za garść ryżu ludzie pracują w korporacjach i pozwalają sobie dyktować takie warunki. Nie ma pomysłu, że można zrezygnować z lepiej płatnej pracy na rzecz takiej, która daje szansę, że będę w rodzinie – mówił i podkreślał pan Pulikowski, „to jest niedola układu społecznego, w którym jesteśmy”. Niektórzy mówią żona, matka musi pracować, bo za jedną pensję nie da się przeżyć, czy na pewno? I warto odpowiedzieć, co jest najważniejsze dla nas? Jacek Pulikowski odpowiedział również, jak to było i jest o jego rodzinie. - Moja żona wyrosła w skromnej pięciodzietnej rodzinie, nauczyła się żyć oszczędnie. Ja też nie miałem jakiegoś dobrobytu w domu. Miałem uczciwy, porządny dom, ale była nas trójka dzieciaków i tylko tata pracował zawodowo, a mama pracowała w domu. I teraz całkiem nieźle żyję i uważam, że jestem szczęśliwy nie zarabiając kroci – tłumaczył mąż i ojciec. - U nas z kolei była taka sytuacji, że czekaliśmy długo na pierwsze dziecko, bo prawie 12 lat na jego urodzenie. Żona - wzorowa studentka pracowała, zrobiła doktorat, miała staże zagraniczne, robiła karierę zawodową w bardzo wysublimowanej dziedzinie - biochemii, miała świat prawie że u stóp. Kiedy poczęło się nasze pierwsze dziecko ona miała właśnie dostać zagraniczne stypendium, ale dziękuje za nie – opowiadał pan Jacek i dodając, że inni radzili, by zdecydowała się na stypendium choć na kilka miesięcy i zarobiła. Ona natomiast odpowiadała wtedy: „Nie, ja chcę być mamą”. - Przez 10 i pół roku była mamą w domu i widziała wszystkie uśmieszki dziecka, wzloty, upadki, ząbki, tragedie i radości i za żadne skarby świata, by tego nie oddała. Napisała taką książkę o kobiecości i pisze tam, że dziękuje Panu Bogu i mężowi, że mogła to wszystko „smakować” – opowiadał Jacek Pulikowski, a on wtedy pracował na uczelni i zajmował się dziećmi rano - budził je, szykował śniadanie, odprowadzał do przedszkola, a potem do szkoły. Łaska sakramentalna Pan Jacek pytany, czy Bóg bierze odpowiedzialność za małżeństwo sakramentalne, stwierdził: „Nie”. - Mamy wolną wolę i bierzemy odpowiedzialność za siebie, a Bóg każdemu małżeństwu sakramentalnemu daje łaskę. Łaska sakramentalna pozwala przetrwać każdemu, nawet najbardziej umęczonemu małżeństwu – zauważył. Jak odkryć tę łaskę? Trzeba z niej korzystać, przystępować do sakramentów i wspólnie modlić się. Nikt z nas nie może powiedzieć, że od dzisiaj będę super wierzący, z Bogiem za pan brat, ale mogę zacząć praktykować i do tego namawiał pan Pulikowski. - Jeżeli ktoś mi powie: godzinę w tygodniu mogę poświęcić dla Pana Boga i jeżeli pójdzie w niedzielę na Mszę Świętą to statystyki podają, że tacy ludzie 25 razy rzadziej się rozwodzą niż średnia krajowa. A jak dorzucisz 30 sekund dziennie na codzienną, wspólną modlitwę to 750 razy rzadziej będziesz się rozwodził niż średnia krajowa – tłumaczył pan Jacek i tym momencie nawiązał do swojej pracy jako doradcy życia rodzinnego. - Przez 30 lat pracy z małżeństwami nie spotkałem małżeństwa, które modliło się codziennie i rozpadło się – podkreślił. W ich życiu były najróżniejsze trudności, ale każde z nich przetrwało. - Owszem były takie, które się modliły i przestały się wspólnie modlić, odeszły od Boga, bo przykazania im przeszkadzały i ich małżeństwa się rozpadały. Ale ci, którzy nieraz z zaciętymi zębami mówią: „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” i nie zasną niepogodzeni, ci się nie rozwiodą – podkreślał doradca życia rodzinnego, bo oni budują na skale. Oczywiście nie możemy sobie narzucić głębokiej wiary, ale możemy sobie w małżeństwie narzucić czas oddany dla Pana Boga, może to być czas na modlitwę, nabożeństwa, adorację i ten czas będzie miał przełożenie na życie. Wywiad wywołał różne reakcje słuchaczy, pan Robert napisał: „Dla wielu młodych ludzi to, co mówi pan Jacek może wydać się abstrakcją, jednak wcale nią nie jest. Przez wiele lat dążyłem do zdobycia pieniędzy i życie przeciekało przez palce nie pozostawiając wielu wspomnień rodzinnych. Praca, wyjazdy, dzika gonitwa za czymś nierealnym. Bóg jednak potrafi odwrócić życie o 180 stopni. Kiedy dzieci były już odchowane wszystko wydawało się jakoś poukładane zakradła się pustka w życiu i pytanie, co dalej. Dalej była choroba żony, w wyniku której po dziesięciu latach przyszedł na świat nasz kolejny syn. Zdecydowałem się odejść z dobrze płatnej pracy, która jednak kłóciła się z moją moralnością i wyznawanymi zasadami. Wcale nie twierdzę, że było łatwo, ale o wiele lepiej jest mi żyć kiedy wiem, że nie żyję dla mamony, a dla rodziny. Nie byłoby tej zmiany, gdyby nie Bóg ze swoją dobrocią łask”. Więcej usłyszysz słuchając na youtube pana Pulikowskiego. Tekst Renata JurowiczZdjęcie:

jak żyć w nieudanym małżeństwie